Mieczysław Król ze swoimi ulubionymi uczniami - Maciejem i Tomaszem Orlikowskimi z Włoszczowy.
KulturaWłoszczowa

– Bez grania, muzyki nie umiem żyć – mówi Mieczysław Król, niezastąpiony król sceny artystycznej w powiecie włoszczowskim

Ma ponad 80 lat i zapał do grania taki, że niejeden muzyk mógłbym mu pozazdrościć. Wychował setki, pokolenia włoszczowian, ucząc je od ponad 60 lat gry na pianinie i akordeonie. Mieczysław Król – niezastąpiony król sceny artystycznej, człowiek orkiestra, artysta wszechstronnie uzdolniony, najpopularniejszy muzyk w powiecie włoszczowskim.

Benefis na cześć Króla Mieczysława I

Chyba nie ma osoby na ziemi włoszczowskiej, która nie słyszałaby o Mieczysławie Królu – najbardziej rozpoznawalnym muzyku w całym powiecie. Blisko 17 lat temu, 24 października 2009 roku obchodził swój złoty jubileusz 50-lecia działalności artystycznej. To było wydarzenie kulturalne roku we Włoszczowie – pierwszy benefis w gminie na cześć artysty z tak bogatym dorobkiem. Widzowie nie mieścili się w sali widowiskowo-kinowej – na benefis Mieczysława Króla przybyły setki osób, nawet spoza Polski (Francji).

Pokolenia włoszczowian dziękowały jubilatowi za jego ogromną wiedzę muzyczną, za pasję w nauczaniu muzyki i śpiewu, za serce i czas poświęcony młodym ludziom oraz dzielenie się swoim talentem z innymi. Niczym króla sceny muzycznej Mieczysława Króla posadzono na tronie, a ówczesny burmistrz Włoszczowy Bartłomiej Dorywalski założył na jego głowę koronę, dokonując symbolicznego aktu koronacji Króla Mieczysława I.

Jak po 17 latach wspomina tamto wydarzenie doceniony artysta? – Byłem w szoku i zaniemówiłem, gdy zobaczyłem tyle ludzi na sali. Byłem zmieszany, bo nie byłem przygotowany na uroczystość zorganizowaną z takim rozmachem. Byłem szczęśliwy, a jednocześnie zażenowany tym wszystkim. Nie mogłem się powstrzymać od łez. To były niezapomniane chwile, które będę pamiętał do końca życia – mówi Mieczysław Król, autorytet w dziedzinie muzyki i śpiewu.

Pierwsze spotkanie z muzyką

Swoją przygodę z muzyką pan Mieczysław rozpoczął około 75 lat temu. – To było na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Miałem wtedy może z pięć lat. W domu, gdzie mieszkałem, była świetlica Związku Młodzieży Polskiej. W tej świetlicy stało pianino. Zakradałem się do niego jako mały chłopak i próbowałem wygrywać różne melodie. Tak się zaczęła moja przygoda z muzyką. Granie na pianinie pierwsze weszło mi w palce. Potem zacząłem grać na akordeonie – wspomina 80-letni dzisiaj znany lokalny muzyk.

Jako młody chłopak stawiający pierwsze kroki w grze na instrumentach klawiszowych był samoukiem, nie miał żadnego nauczyciela u boku, mógł polegać tylko na swoim słuchu.

Wszystkiego uczyłem się sam, bo rodziców nie było stać na nauczyciela. Grałem ze słuchu. Po pewnym czasie zainteresował się mną ówczesny wikary, ksiądz Feliks Skrobisz, który na plebanii udzielał mi muzycznych wskazówek. Naukę gry pobierałem też przy boku organisty Jana Filusa. Mając 12 lat zacząłem samodzielnie grać i akompaniować zespołom, ćwiczącym w świetlicy. Wyjeżdżałem z nimi na różne występy i w ten sposób stałem się członkiem Amatorskiego Ruchu Artystycznego. Następnie zostałem nauczycielem ogniska muzycznego i przez cały czas aktywnie działałem w ruchu amatorskim. Wielokrotnie akompaniowałem Mieczysławowi Kaczmarskiemu, który nazywany był “włoszczowskim Foggiem” – opowiada pan Mieczysław.

Nie byłoby Domu Kultury bez niego

Z chwilą oddania do użytku Domu Kultury we Włoszczowie w 1967 roku podjął w nim pracę jako instruktor muzyczny, gdzie świadczy ją do chwili obecnej. – Cóż, nie byłoby pewnie tego Domu Kultury bez pana Mieczysława, gdyż jest z tą instytucją od samego początku jej istnienia. Powiedzieć, że wychował setki i całe pokolenia wspaniałych muzyków, pedagogów, instruktorów to jak nic nie powiedzieć – mówi o swoim pracowniku Sylwester Kowalski, dyrektor Domu Kultury.

Przez blisko 60 lat pracy Mieczysława Króla w placówce kultury nie zmieniła się nawet pracownia, w której prowadzi zajęcia z dziećmi i młodzieżą. – Nie zmienił się zapach nut, starych futerałów ani rozkład instrumentów. Za to zmieniła się ekspozycja, bo na półce i pianinie przybyło statuetek, nagród i dyplomów na ścianach. Muszę przyznać, że kiedy wchodzę do pracowni pana Mieczysława, to czuję się jak mały Rosiu, który jak miał siedem lat, to przychodził tutaj grać na akordeonie… Wszyscy, którzy pobierali naukę u pana Mieczysława, odczuwają to samo – twierdzi dyrektor Kowalski.

Wychowankowie największym sukcesem

Co Mieczysław Król uważa za swój największy sukces w bogatym dorobku? – Największym sukcesem są moi wychowankowie – odpowiada bez zastanowienia. – Nawet nie potrafię policzyć, ilu ich miałem przez te wszystkie lata. Muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie życia bez kontaktu z dziećmi, młodzieżą i w ogóle muzyką. Uwielbiam uczyć gry na instrumentach. Wkładam w to całe moje serce. Nigdy się nie wywyższałem tym, że umiem grać lepiej od innych. Ale zawsze bardzo dumny byłem z tego, gdy mój wychowanek zagrał utwór lepiej ode mnie, jak to się mówi, gdy uczeń przewyższył mistrza. To mi sprawia największą satysfakcję – przyznaje Mieczysław Król.

Każdemu, kto potrzebuje rady w sprawach muzycznych, służę szczerą pomocą. Talentem, który obdarzył mnie Pan Bóg wiele lat temu, dzisiaj dzielę się chętnie z innymi. Pan Bóg powiedział, że trzeba mnożyć talenty i to właśnie robię. To dla mnie największe szczęście – dodaje artysta, którego praca przyczyniła się do odkrycia wielu talentów i rozwinięcia pasji muzycznych.

Potwierdzają to jego uczniowie. – Uważam, że warto chodzić na lekcje do pana Króla. Dzięki niemu nie rozwinąłbym swojego talentu i nie trafiłbym do Zespołu Szkół Muzycznych imienia Marcina Józefa Żebrowskiego w Częstochowie, gdzie obecnie chodzę – opowiada Maciek Orlikowski z Włoszczowy, który ćwiczy pod okiem swojego mistrza grę na pianinie od 9 lat, a zaczynał jako czterolatek. Gra też na akordeonie. Dodajmy, że młodszy brat Maćka – Tomasz również zaczął pobierać naukę u pana Mieczysława.

Jestem dumny z Maćka i cieszę się, że mogłem z nim stawiać pierwsze kroki na klawiszach. Ucząc go, widzę jakby siebie sprzed lat, bo też zaczynałem grać ze słuchu, mając mniej więcej tyle samo lat, co Maciek. Obaj rozumiemy się bez słów, możemy grać wszystko, w każdej chwili i o każdej porze. Muszę przyznać, że wiele rzeczy Maciek potrafi nawet lepiej zagrać ode mnie, z czego bardzo się cieszę – twierdzi Mieczysław Król i dodaje, że jego marzeniem jest, aby Maciej Orlikowski skończył szkołę muzyczną w klasie fortepianu i żeby mógł zobaczyć go kiedyś jako uczestnika konkursu Chopinowskiego.

Warto przypomnieć, że największym sukcesem do tej pory, jaki osiągnął wychowanek Mieczysława Króla, było zakwalifikowanie się w 2009 roku przez doktora Cezarego Olszewskiego do organizowanego po raz pierwszy w Polsce Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego imienia Fryderyka Chopina dla Amatorów.

Aktywny senior ciągle w ruchu

We Włoszczowie Mieczysław Król określany jest często mianem „człowieka orkiestry”. Publiczność uwielbia go za energiczność i spontaniczność na scenie, zapał muzyczny, który nie opuszcza go nawet po ukończeniu 80. roku życia, zwłaszcza podczas występów z Chórem Seniora Niezastąpieni, którego od 41 lat jest „sterem, żeglarzem i okrętem”. Zamiłowanie do muzyki od lat konsekwentnie krzewi nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale także osób starszych.

Po prostu lubię to, co robię. Widok bawiącej się i cieszącej publiczności dodaje mi skrzydeł i pozwala zapomnieć o słabościach. Dopiero po powrocie do domu opadam z sił, ale na scenie nie mogę – opowiada zasłużony dla gminy artysta.

Pomimo tego, że od 26 lat przebywa na emeryturze, cały czas jest bardzo aktywnym seniorem i nawet nie myśli o odpoczynku. – Cały czas jestem aktywny, póki sił mi starczy, a z tym bywa różnie. Często brakuje tych sił, ale chęć bierze wtedy górę nad siłami i trzeba grać. Jak założę akordeon na plecy, to nawet nie czuję jego ciężaru, mogę z nim chodzić wszędzie. Nie przywykłem do biernego siedzenia, nie widzę siebie odpoczywającego. A najbardziej to nie lubię wakacji, bo przerwa jest wtedy za długa… – śmieje się muzyk.

Cztery razy w tygodniu Mieczysław Król uczy dzieci gry na instrumentach. Regularnie w piątki odbywają się próby Chóru Seniora Niezastąpieni, który pan Mieczysław prowadzi od czterech dekad. – Człowiek cały czas jest czymś zajęty. Pracę w kulturze można porównać do pracy lekarza – zawsze człowiek jest komuś potrzebny. Żona ma do mnie często pretensje, że bardzo mało jestem w domu. Ale cóż, taka moja natura, że najlepiej się czuję, gdy jestem w ruchu. Nawet spacerować nie umiem wolno… – przyznaje pan Mieczysław.

Muzyka całym jego życiem

Czym dla Mieczysława Króla jest muzyka? – Całym życiem – odpowiada krótko. – Ja bez grania, bez muzyki nie umiem żyć. Jak miś bez miodu, ja bez muzyki nie mogę wytrzymać. Muszę mieć cały czas styczność z muzyką, ze śpiewem i graniem.

Na pytanie, jaki gatunek preferuje najbardziej, odpowiada, że najlepiej wpada mu w ucho muzyka poważna Chopina, Bacha i Mozarta. – Przy swoim łóżku mam radio i zawsze go słucham. Muzyka jest dla mnie przede wszystkim relaksem. Nawet wtedy, gdy mam zły dzień, to siadam przy pianinie, gram i zapominam o wszystkich rozterkach. Moim uczniom zawsze to powtarzam, że jak mają jakiś stres, to niech usiądą przy instrumencie, zagrają cokolwiek, a potem biorą się za odrabianie lekcji – mówi.

Jego dewiza na życie jest jedna: – Będę grał, śpiewał i uczył muzyki, dopóki mi zdrowie na to pozwoli. Ze swoim chórem seniorów chce dalej uświetniać uroczystości religijne w sanktuariach maryjnych w całej Polsce, które Niezastąpieni odwiedzili już praktycznie wszystkie, w tym te najbardziej znane w kraju, jak Jasna Góra, Świątynia Opatrzności Bożej, Licheń, Gietrzwałd, czy Krzeptówki w Zakopanem.

/BA/

Kilka słów o Mieczysławie Królu
2 stycznia skończył 80 lat. Mieszka we Włoszczowie. Żonaty - żona Alicja, troje dzieci: Małgorzata, Wioletta i Krzysztof. Posiada wykształcenie wyższe - ukończył Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Kielcach na wydziale wychowania muzycznego. Pracował w Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni, następnie Spółdzielni Wielobranżowej we Włoszczowie, gdzie prowadził zakładowe zespoły muzyczne. Przez ponad 20 lat był nauczycielem muzyki w Szkole Podstawowej numer 2 i I Liceum Ogólnokształcącym. Od 1967 roku do chwili obecnej pracuje w Domu Kultury jako instruktor muzyczny, gdzie uczy dzieci i młodzież gry na instrumentach klawiszowych. Od 41 lat prowadzi działający przy Domu Kultury Chór Seniora Niezastąpieni. Od 1990 roku jest przewodniczącym Stowarzyszenia Miast Bliźniaczych Włoszczowa – Le Passage (Francja). Od 2000 roku przebywa na emeryturze. Czterokrotny laureat (wraz z chórem Niezastąpieni) nagrody starosty włoszczowskiego w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury (2003 i 2012 rok – nagroda indywidualna oraz 2016 i 2022 – nagroda zbiorowa) oraz Zasłużony dla Gminy Włoszczowa (2016 rok).


Muzyka jest dla mnie całym życiem. Ja bez grania, bez muzyki nie umiem żyć. Jak miś bez miodu, ja nie mogę wytrzymać bez muzyki. Muszę mieć cały czas styczność z muzyką, ze śpiewem i graniem.


Życie jest jak fortepian… Białe klawisze to szczęśliwe dni. Te czarne to smutne dni… Ale potrzebne są i te białe i te czarne, aby móc stworzyć piękną muzykę”.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

Udostępnij artykuł: