Krzysztof Stępień, właściciel sklepów marki inSPORTline (fot. archiwum prywatne).

Największy sklep fitness w Polsce. Prowadzi go 28-latek z Ciemiętnik. Jak osiągnął spektakularny sukces?

Rozmowa z Krzysztofem Stępniem z Ciemiętnik, właścicielem sklepów marki inSPORTline

 

W styczniu 2017 roku otworzył Pan pierwszy w Polsce sklep stacjonarny marki inSPORTline w Warszawie. Postawił Pan na branżę fitness oraz czeską firmę, z którą jest Pan związany od ponad 10 lat. Dlaczego? 

Krzysztof Stępień: Zgadza się. Poznałem tę branżę doskonale. Wiem, czego oczekuje od nas klient. Dlatego kładziemy bardzo dużo nacisk na jakość naszych produktów. Sklepy inSPORTline funkcjonują już w Czechach, Słowacji, na Węgrzech. W 2017 roku postanowiłem otworzyć sklep stacjonarny w Polsce. Wtedy już byliśmy bardzo silni na rynku polskim mając swój eshop. Już wtedy obsługiwaliśmy kilkaset zamówień dziennie. To były lata 2014-2017. Jednocześnie prowadząc silny marketing internetowy dostrzegliśmy, że klient z Polski nie ma możliwości sprawdzenia „na żywo” tego sprzętu, obejrzenia, czy przetestowania. A według nas klient, który obejrzy produkt, jest pewniejszy w swojej decyzji i łatwiej podejmuje decyzję. Jest grupa klientów, która ze względu na brak możliwości zobaczenia produktu „na żywo”, nie zdecydowała się na zakup u nas. I to było głównym powodem, który wpłynął na otwarcie pierwszego w Polsce sklepu stacjonarnego inSPORTline w Warszawie. Dlaczego Warszawa? To dla nas jeden z najważniejszych obszarów w Polsce. To również prestiż dla całej marki inSPORTline w Polsce. Jak się później okazało, to był dobry ruch z naszej strony. Do sklepu przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Wkrótce myślimy o otwarciu kolejnego sklepu w dużym mieście w naszym kraju. Ale sekretów, póki co, nie chcę zdradzać…

 

Z tego, co Pan wspominał, jest to największy sklep w Warszawie, jeżeli chodzi o wybór urządzeń fitness.

Krzysztof Stępień: Tak, to prawda. Nasz sklep jest największym w stolicy i myślę, że w całej Polsce, jeżeli chodzi o wybór sprzętów fitness. U nas klient nie dość, że może zaopatrzyć się kompleksowo, to również ma możliwość przetestowania bardzo dużej ilości urządzeń. Ma do wyboru na miejscu prawie 30 modeli bieżni, orbitreków, rowerów treningowych, wioślarzy i wiele innych urządzeń, czy akcesoriów do ćwiczeń. Zaopatrujemy  zarówno klientów domowych, półkomercyjnych jak i komercyjnych. 

 

Oprócz sklepu w Warszawie prowadzi Pan również sprzedaż na terenie całego kraju. Mało kto z powiatu włoszczowskiego wie, że prowadzi Pan tak dużą firmę.

Krzysztof Stępień: Tak. W Polsce prowadzimy sprzedaż nie tylko w Warszawie, ale również na terenie całego kraju. Sprzedaż odbywa się poprzez sklep internetowy oraz sieć naszych partnerów biznesowych. A mamy ich w Polsce około 200. Są to hurtownie, sklepy sportowe, sklepy internetowe, użytkownicy serwisów aukcyjnych. Naszym klientom oferujemy montaż naszych sprzętów w całej Polsce. Pomimo tak dużej liczby partnerów biznesowych prowadzimy również nasz własny producencki sklep internetowy. I to dzięki niemu mamy najwięcej klientów.

 

Może Pan zdradzić, jakim sposobem, przy tak dużej liczbie partnerów, jest Pan w stanie sprzedawać najwięcej poprzez swój własny sklep internetowy? Czym się Pan wyróżnia od innych sklepów, czy dużych sieci handlowych?

Krzysztof Stępień: Myślę, że to wynika z bardzo silnego i dobrego marketingu z naszej strony. Stworzyć reklamę, którą zaprezentujemy kilku milionom ludzi w Polsce miesięcznie, nie jest sztuką. Ale stworzyć dobrą reklamę, która trafi do potencjalnych klientów, to już jest coś znacznie trudniejszego. Znaleźć odpowiednie kanały do reklamy, odpowiednich ludzi, którzy mają w niej wystąpić. A na samym końcu pokazać reklamy klientom, którzy rzeczywiście są zainteresowani naszymi urządzeniami, to już jest większa sztuka. Jest to doświadczenie w tworzeniu reklam, które trzeba zdobyć samemu. Oczywiście były przypadki, że również stworzyliśmy kampanie, które pochłonęły bardzo dużo pieniędzy, ale nie przyniosły takich efektów, jakich byśmy się spodziewali. Ale jak to mawiają „człowiek uczy się na błędach”. W tym momencie nasze reklamy trafiają do kilku milionów odbiorców miesięcznie w samej Polsce.

 

Jak dużo trzeba inwestować w reklamę w Polsce, aby osiągać tak dobre wyniki sprzedaży?

Krzysztof Stępień: Każda firma ma inną strategię. My obraliśmy taką, aby w jak najlepszy sposób pokazać zalety naszych sprzętów w krótkich spotach reklamowych i nie tylko. Reklamując się na wielu kanałach jest to kosztowne. Aby zaistnieć lub stać się jednym z czołowych graczy w danej branży w Polsce w internetowej sprzedaży, trzeba umiejętnie prowadzić działania marketingowe i liczyć się z wydatkami rzędu kilku milionów złotych rocznie na reklamę. Oczywiście to w odpowiedni sposób musi przełożyć się na obrót, aby działalność była rentowna. Ale to dzięki reklamie trafiamy do większości klientów. Mamy doskonałe produkty, ale bez odpowiedniej reklamy nie sprzedalibyśmy ich. Stworzyć prosty sklep internetowy to koszt rzędu kilku tysięcy złotych, ale stworzyć sklep internetowy na wysokim poziomie jest to już koszt rzędu kilkuset tysięcy. Sklep internetowy trzeba sukcesywnie udoskonalać i dostosowywać pod nowe potrzeby. Rynek to na nas wymusza. W naszym przypadku jest w to zaangażowane wiele osób, nie tylko z Polski. Tak jak wspomniałem wcześniej, do tego potrzebny jest oczywiście bardzo silny marketing, jeżeli chcemy na danym rynku zaistnieć. Nam się to udało. 

 

Co wyróżnia Pana firmę wśród konkurencji?

Krzysztof Stępień: Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, o czym już  wspomniałem na początku. Ja w Polsce nie znam producenta urządzeń fitness, który miałby tak szeroką ofertę, jaką posiadamy my. Dodatkowo wyróżniająca jest pozycja naszej marki w całej Europie i nie tylko. Produkty inSPORTline są sprzedawane w 25 krajach, to czyni naszą firmę bardzo rozpoznawalną w branży fitness. Tak silna pozycja na rynku pozwala nam wprowadzać ciągłe nowości na rynku fitness. A jest to bardzo ważne, aby regularnie wprowadzać nowości. Każdy rynek bardzo lubi nowości.

 

Czy mieszkaniec powiatu włoszczowskiego może zakupić profesjonalny sprzęt fitness u Pana na miejscu w gminie Kluczewsko?

Krzysztof Stępień: Tak oczywiście, jest taka możliwość. Sprzęt można zobaczyć na miejscu w magazynie w Ciemiętnikach, oczywiście po wcześniejszym kontakcie z działem handlowym. Jednak jest to utrudnione, ponieważ tutaj towar posiadamy głównie w paczkach, już spakowany dla klienta. Oprócz tego, klient może dokonać zakupu poprzez nasz sklep internetowy z dostawą oraz montażem u siebie w domu. Myślę, że na terenie powiatu włoszczowskiego montaż mógłby być za darmo.

 

Jeśli już o Ciemiętnikach mowa, to właśnie tutaj wybudował Pan potężne hale magazynowe. Dlaczego wybrał Pan niewielką wieś, leżącą na uboczu, można powiedzieć w lasach, z dala od dużych miast i dróg dojazdowych?

Krzysztof Stępień: To prawda, nasz magazyn w Ciemiętnikach jest na uboczu. Ale jest nam tu dobrze, mamy ciszę, spokój. Możemy skupić się na pracy. Działamy głównie poprzez firmy spedycyjne, dlatego nie jest dla nas tak bardzo istotną sprawą lokalizacja magazynu. A dlaczego Ciemiętniki? Ponieważ tutaj właśnie mieszkam. Kiedyś też nie sądziłem, że firma osiągnie takie rozmiary, jak w tej chwili. W tym momencie w Ciemiętnikach udało mi się zbudować zgrany zespół ludzi, którzy tworzą razem ze mną firmę inSPORTline. Ale oprócz tego posiadamy również magazyn w Warszawie. Natomiast magazyny centralne inSPORTline znajdują się w Czechach. Tamtejsze magazyny są dużo większe, niż magazyn w Ciemiętnikach. W każdy dzień roboczy korzystamy z magazynów mieszczących się w Republice Czeskiej.

 

Jakie ma Pan plany, jeśli chodzi o rozwój firmy? Na co chciałby Pan postawić, czym jeszcze przekonać do siebie klientów?

Krzysztof Stępień: Cel jest jeden, abyśmy w dalszym ciągu mieli bardzo interesującą ofertę, zwiększali ciągle sprzedaż i byli coraz silniejszym graczem w swojej branży. Jesteśmy już bardzo silni w fitnessie, ale musimy o to dbać i to pielęgnować. Głównym celem jest to, aby być liderem, marką numer 1 w branży fitness w Polsce.

 

Jest Pan przykładem dla innych młodych ludzi, że w wieku 28 lat można prowadzić dużą firmę i osiągnąć spektakularny sukces w biznesie. Jak Pan to zrobił? Ma Pan jakieś cenne rady do młodych osób, które chciałby z Pana wziąć przykład? 

Krzysztof Stępień: Myślę, że to efekt konsekwentnej pracy przez kilka lat oraz przede wszystkim to sukces pracowników, którzy pracują dla inSPORTline. Nie tylko w Polsce, ale również poza granicami naszego kraju. Co do osób, które chciałyby rozwijać swój biznes, być może polegający na sprzedaży produktów w Internecie, mam jedną ważną radę - w razie trudności nie poddawać się, rynek jest bardzo trudny w każdej branży. Ale ktoś, kto ma ciekawy pomysł i wierzy w to, że na danym rynku jest miejsce do realizacji pomysłu, powinien spróbować.

 

Niebawem gwiazdka. Może Pan podsunąć jakiś ciekawy pomysł na prezent świąteczny – oczywiście z modnej obecnie branży fitness?

Krzysztof Stępień: Myślę, że na naszej stronie internetowej www.e-insportline.pl każdy znajdzie coś dla siebie. Klienci kupują na gwiazdkę głównie mniejsze przedmioty typu rolki, hulajnogi, masażery. Ale są też klienci, którzy sprawiają bliskiej osobie gabarytowo większe przedmioty w stylu bieżni, orbitreka, czy roweru treningowego. Wybór jest bardzo duży.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY