Wraca sprawa głośnych stref wodnych we Włoszczowie. Gmina może zapłacić poszkodowanym mieszkańcom nawet 4 miliony złotych odszkodowania. Radni chcą poznać wszystkie koszty
Około 4 miliony złotych odszkodowania może zapłacić poszkodowanym mieszkańcom Gmina Włoszczowa za wprowadzone 14 lat temu strefy ochronne ujęć wody podziemnej. Sprawa ma związek z głośnymi wydarzeniami sprzed blisko 20 lat.
O sprawie poinformował radnych i opinię publiczną burmistrz Grzegorz Dziubek na ostatniej sesji Rady Miejskiej 28 maja.
4 miliony dla gospodarstwa warzywniczego
– Gmina musi zabezpieczyć kwotę 97 tysięcy złotych na apelację w związku z wyrokiem, który zapadł z powództwa gospodarstwa ogrodniczego państwa Szafrańskich z Włoszczowy przeciwko samorządowi, za wprowadzone strefy ochronny ujęć wody – przekazał burmistrz.
Powództwo, jak przypomniał Grzegorz Dziubek, wniesiono blisko 13 lat temu, w listopadzie 2013 roku. Mieszkanka Włoszczowy Teresa Szafrańska pozwała wówczas samorząd za wprowadzone we wrześniu 2012 roku nowe strefy ochronne wody, przez które poniosła straty i w konsekwencji musiała zawiesić swoją działalność (gospodarstwo Szafrańskich funkcjonowało w mieście od 1982 roku i zajmowało się produkcją warzyw). Powodem jego likwidacji był szereg ograniczeń, między innymi zakaz stosowania nawozów i środków ochrony roślin na obszarze wprowadzonej strefy.
Proces mieszkanki z samorządem trwał blisko 13 lat. Gmina Włoszczowa przegrała ostatnio przed sądem pierwszej instancji. Sąd Okręgowy w Kielcach zasądził wypłatę odszkodowania na rzecz poszkodowanej w wysokości ponad 1,9 miliona złotych, o czym poinformował burmistrz na sesji.
– Jeżeli doliczymy do tego odsetki, wyjdzie blisko cztery miliony złotych. Taka kwota ciąży nad samorządem Gminy Włoszczowa. Dlatego podjęliśmy decyzję o wniesieniu apelacji, żeby walczyć o zmniejszenie tej kwoty. Liczymy, że Sąd Apelacyjny w Krakowie zmieni niekorzystną dla nas decyzję na bardziej łagodniejszą – tłumaczył radnym Grzegorz Dziubek.
Wielka afera, głośne oskarżenia i uniewinnienia
Radny Jerzy Wiśniewski przypominał, że temat stref ochronnych ujęć wody podziemnej we Włoszczowie sięga znacznie wcześniej, bo jesieni 2007 roku. Była to jedna z najgłośniejszych spraw w dziejach samorządu, która ciągnęła się przez kilka kolejnych lat.
Przypomnijmy. Nagłośnił ją wówczas nowo nastały burmistrz Bartłomiej Dorywalski, który oskarżył swojego poprzednika Józefa Grabalskiego o „przekręt” związany z majstrowaniem przy strefach wodnych, a konkretnie o zmniejszenie granic starej strefy, aby m.in. umożliwić znanemu przedsiębiorcy Henrykowi Migaczowi budowę stacji paliw przy ulicy Partyzantów w mieście. Burmistrz Grabalski tłumaczył, że stara strefa była za duża w stosunku do potrzeb poboru wody przez miasto i ograniczała rozwój Włoszczowy w zakresie nowych inwestycji, dlatego postanowił ją zmniejszyć.
Nowy burmistrz zrobił z tej sprawy wielką aferę, twierdząc, że decyzja Grabalskiego doprowadzi do zastoju gospodarczego miasta i gminy na wiele lat. Bartłomiej Dorywalski oskarżał swojego poprzednika o działanie na szkodę gminy. Jednocześnie obiecywał społeczeństwu, że zrobi wszystko, aby przywrócić strefy wodne do pierwotnego kształtu. Ówczesna Rada Miejska upoważniła go do skierowania sprawy do organów ścigania w związku z możliwością popełnienia przestępstwa. W 2007 roku Dorywalski zawiadomił Centralne Biuro Antykorupcyjne w Warszawie i Prokuraturę Rejonową we Włoszczowie.
Przesłuchano w tej sprawie blisko 90 świadków. W Sylwestra 2008 roku prokurator rejonowy Zbigniew Cegieła, który popierał działania burmistrza Dorywalskiego, skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko trzem samorządowcom: byłemu burmistrzowi Józefowi Grabalskiemu, jego zastępcy, nie żyjącemu już Stanisławowi Klapie oraz byłemu radnemu miejskiemu Stanisławowi Wójcikowi.
Prokurator Cegieła oskarżał ich wszystkich o działanie na szkodę gminy i korupcję. Po pięciu latach ciągania po sądach samorządowcy zostali uniewinnieni od wszystkich postawionych zarzutów. I to dwukrotnie – w 2010 i 2013 roku. – Ci ludzie przeżyli horror, niszczono im życie i nikt ich nawet nie przeprosił za te krzywdy – wspominał na ostatniej sesji radny Jerzy Wiśniewski.
Wracając do stref, działania ówczesnych władz samorządowych Gminy Włoszczowa doprowadziły w październiku 2012 roku do powiększenia obszaru stref ochronnych ujęć wody podziemnej dla studni we Włoszczowie i Dankowie Małym, wprowadzając na terenie miasta i okolicznych wsi nowe nakazy, zakazy i ograniczenia dla prowadzących działalność rolniczą i przemysłową mieszkańców.
Władze podkreślały, że nowe strefy wodne mają zapewnić właściwą jakość i ilość wody przeznaczonej do spożycia i nikogo nie blokują w rozwoju. Jednak mieszkańcy twierdzili co innego. Przykładem byli przedsiębiorcy Henryk Migacz, Stanisław Gawron, czy wspomniane małżeństwo Jana i Teresy Szafrańskich, którzy chcieli rozwijać swoje działalności gospodarcze, ale wprowadzone strefy przekreśliły ich plany inwestycyjne. Dlatego postanowili dochodzić swoich roszczeń przed sądem, żądając wysokich odszkodowań od gminy, czego dzisiaj widzimy efekty.
Radni chcą poznać wszystkie koszty
Na ostatniej sesji Jerzy Wiśniewski zaapelował do skarbnika Gminy Włoszczowa o przygotowanie na czerwcowe posiedzenie rady informacji o wszystkich kosztach związanych ze strefami, zarówno dotyczących obsługi wynajętych kancelarii prawnych z Krakowa, które prowadziły tę sprawę na zlecenie samorządu, jak i utraty wpływów z tytułu podatków płaconych do gminnego budżetu przez poszkodowaną przez strefy firmę Strunobet-Migacz w Kuzkach, której właściciel postanowił przenieść główną siedzibę przedsiębiorstwa oraz cały transport do województwa opolskiego.
– Na pewno nie będzie to cztery miliony, tylko drugie tyle – twierdził radny Wiśniewski. Również wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Zbigniew Woldański chce, żeby przypomnieć społeczeństwu całą historię związaną ze strefami. – Wiele ludzi, zwłaszcza młodych nie zna tej sprawy, część być może już zapomniała, dlatego warto to przypomnieć – domaga się radny Woldański.
– Popieram kolegę radnego, że ludzie powinni poznać całą prawdę. To działo się tu, w tym mieście. Straciliśmy na tym bardzo dużo, nie tylko cztery miliony złotych, ale wiele więcej, nie mówiąc już o czynniku ludzkim, o którym wcześniej wspomniałem – dodał radny Wiśniewski.
Tak to już jest, że za czyjeś decyzje koszty musi ponosić społeczeństwo. Dzisiaj możemy zadać sobie pytanie: ile za tę kwotę odszkodowania moglibyśmy zrealizować inwestycji, wybudować dróg, wodociągów czy kanalizacji. Pozostawiam to bez komentarza – podsumował dyskusję o strefach burmistrz Grzegorz Dziubek.
/RB/


Tak to już jest, że za czyjeś decyzje koszty musi ponosić społeczeństwo. Dzisiaj możemy zadać sobie pytanie: ile za tę kwotę odszkodowania moglibyśmy zrealizować inwestycji, wybudować dróg, wodociągów czy kanalizacji. Pozostawiam to bez komentarza – podsumował dyskusję o strefach burmistrz Grzegorz Dziubek.