Radnemu powiatowemu Krzysztofowi Malinowskiemu z Konieczna nie podobały się liczne odpryski i pęknięcia na 1,5-rocznej drodze (fot. Rafał Banaszek).

Władza wizytowała drogę powiatową w Koniecznie. Wykonawca naprawi ubytki

Kielecka firma zobowiązała się do usunięcia ubytków na drodze powiatowej w Koniecznie, która ma zaledwie 1,5 roku. Władze powiatu włoszczowskiego nie mogły odpuścić tej sprawy, tym bardziej, że droga jest na gwarancji do 2020 roku.

Wizytacja miała miejsce w zeszły piątek, 5 kwietnia. Z ramienia powiatu i jednocześnie inwestora uczestniczył w niej wicestarosta włoszczowski Łukasz Karpiński, miejscowy radny powiatowy Krzysztof Malinowski oraz dyrektor Zarządu Dróg Powiatowych Norbert Gąsieniec. Na miejsce dotarł też przedstawiciel wykonawcy – kieleckiej firmy Fart oraz nowy sołtys wsi Ryszard Karpiński.

Uczestnicy spotkania przeszli w dwie strony około 5 kilometrów, żeby dokładnie sprawdzić stan nawierzchni drogi. A ten pozostawiał wiele do życzenia. Naszym samorządowcom nie podobały się liczne odpryski (pory) i mikrorysy na drodze, która – przypomnijmy - ma niecałe 1,5 roku (do użytku została oddana w listopadzie 2017 roku, kosztowała ponad 2 miliony złotych, w tym przeszło 1,3 miliona pozyskano z Unii Europejskiej, resztę kosztów pokryły po połowie powiat z gminą Włoszczową.

Wykonawca twierdził, że to normalna sprawa, że drogi z podobnymi ubytkami wytrzymują 10-15 lat i nic się z nimi nie dzieje. Jednak przedstawiciele powiatu mieli inne zdanie. Kwestionowali między innymi jakość masy bitumicznej, jaką zastosowano na tym 2,5-kilometrowym odcinku.

Przedstawiciel Fartu zaznaczył najbardziej newralgiczne miejsca przewidziane do poprawki i zapewnił, że firma musi się najpierw przyjrzeć asfaltowi i zdiagnozować problem, a dopiero potem zdecydować o jego usunięciu.

Podczas spotkania na drodze w Koniecznie mieszkańcy narzekali też na jakość podbudowy pod wjazdami na posesje. W niektórych miejscach porobiły się głębokie koleiny po wjechaniu na kostkę brukową przez samochody ciężarowe. Niektórzy musieli naprawiać sobie wjazdy na własny koszt.

Wykonawca chodnika (ten sam, co robił drogę) stwierdził, że maksymalne obciążenie takiego wjazdu wynosi 3,5 tony i wjazdy nie są przystosowane do cięższego tonażu. Tymczasem mieszkańcy opowiadali, że kostka zapadła im się po wjeździe na plac przez niewielkie samochody dostawcze z węglem.

Rafał Banaszek